poniedziałek, 21 marca 2011

Koncerty zamknięte, czyli Stodoła, Torwar i Spodek

Chciałbym dzisiaj omówić pierwsze kryterium, według którego wcześniej podzieliłem zjawisko koncertu. Jest to podział ze względu na miejsce odbywania się takiej właśnie imprezy, co również wiąże się z liczbą widowni na danym koncercie. Uwzględniając taki podział można wyróżnić dwa rodzaje koncerty zamknięte (lub klubowe; lub halowe; lub zadaszone) i koncerty plenerowe. Teraz postaram się pokrótce omówić czym się (według mnie) charakteryzują koncerty zamknięte; plenerowe opiszę w osobnym wpisie.

Najogólniej rzecz biorąc koncerty zamknięte są to takie imprezy, które odbywają się w lokalach, klubach, halach koncertowych. Biorąc to pod uwagę można wyróżnić kolejny podział, już wewnątrz koncertów zamkniętych, a dzielą się one na: małe, małe klubowe, małe halowe i halowe. Teraz pora na ogólną analizę każdego rodzaju.

Małe koncerty zamknięte to takie, które odbywają się w małych lokalach. Koncerty, które widujemy przychodząc przypadkiem do knajpy, gdzie w rogu brzdęka sobie jakiś pan na gitarze albo hałasuje się młody licealny zespół. Zwykle w takich wypadkach w danym występnie uczestniczy do 100, a w porywach 500 widzów. Są to zwykle bardzo kameralne występy, co jest niewątpliwie ich największym plusem. Bardzo często kiedy mamy do czynienia z takimi koncertami nie ma nawet żadnej sceny, wystarczy kącik z odrobiną miejsca i tyle. Nie ma tu żadnego podziału na artystę czy widza. Jakby ktoś chciał, w każdej chwili można wejść na scenę i dotknąć artysty; żadnych granic. Stąd też takie występy są określane mianem intymnych, można bowiem odczytywać je jako osobisty kontakt z artystą. Nie jesteśmy częścią tłumu, który odbiera występ jako całość; każdy z osobna jest widzem, dla którego grany jest koncert, przynajmniej taka wizja jest prawdopodobna z perspektywy widza. Jakby tego było mało, zawsze po występie można podejść do występującego zespołu, zagadać, zapytać się o coś, poprosić o autograf. Podczas takich wydarzeń wytwarza się więź pomiędzy artystą i widzem, której można doświadczyć tylko w wypadku małych zamkniętych koncertów. Także sam odbiór muzyki jest inny. Bardzo często podczas takich skromnych występów nie jest potrzebne nagłośnienie: np. jeśli mamy do czynienia z singerem/songwriterem, grającym tylko na gitarze akustycznej lub nawet w przypadku zespołu jazzowego (perkusja, kontrabas, fortepian). Taki sposób jest  oczywiście najbardziej powszechny. Praktycznie w każdym mieście można znaleźć lokal, w którym grywa jakiś zespół lub artysta. Jednak mimo to można z wnioskować, że małe koncerty zamknięte kładą nacisk na indywidualne przeżywanie danego występu, na jak najbardziej naturalny jego charakter oraz na bliskość zarówno w kontakcie ze sztuką, jak i twórcą/wykonawcą.

Pink Freud @ 4art, Gliwice, 24.04.2009
Zamknięte koncerty klubowe (tak, wiem, mam tendencję do komplikowania) to takie, które odbywają się w lokalach przystosowanych lub też przeznaczonych do występów scenicznych, co mogło, ale nie musiało być rzeczą charakterystyczną dla poprzedniej kategorii. Z moich obserwacji wynika, że jest to chyba najbardziej popularny sposób "chodzenia na koncerty" w Polsce (a może i nawet na świecie). Trzeba zaznaczyć, że słowo popularny nie znaczy to samo co powszechny. Dzieje się tak, ponieważ na takie występy sprowadzane są już gwiazdy międzynarodowe, które przyciągają więcej (i skuteczniej) ludzi niż codzienny występ kapeli z lokalnego gimnazjum. Na takich koncertach bywa już większa publiczność, a ich liczebność waha się między 1000, a około 2500 osób. W Polsce sztandarowymi lokalami do takich koncertów są chociażby warszawska Stodoła, katowicki MegaClub czy krakowskie Studio. W tym przypadku nie ma już takiej naturalności jak w poprzedniej kategorii. Mniejsze, chociaż również znaczące zmiany zachodzą w sferze przeżywania i bliskości. W miejsce stricte indywidualnego odbioru muzyki pojawia się jego połączenie z zalążkami poczucia wspólnoty. Od czasu do czasu występuje wspólne skakanie, śpiewy, klaskanie, jednak nie na taką skalę jak ta, o której później napiszę. Mamy w takim razie coś na pograniczu indywidualizmu i zbiorowości. Jeśli chodzi o bliskość w kontaktach artysta-widz, zachodzi większa zmiana. Bliższe przypadki spotkań występujących z publicznością są rzadkością. Osobiście z taką formą spotkałem się może tylko parę razy, za co daje duży plus muzykom. Nie zmienia to jednak faktu, że widoczny jest tutaj już zarys pewnego dystansu (barierki, back stage, ochroniarze itd.). Nie można jednak wskazywać tylko na złe strony takich występów. Największym plusem organizowania tego typu koncertów jest możliwość, bliższego niż na przykład na festiwalach, obcowania z ulubionym zespołem, zwłaszcza, że właśnie do takich lokali sprowadzane są formacje, które nie są jeszcze wielkimi gwiazdami zapełniającymi stadiony, a po prostu rozpoznawalnym międzynarodowym zespołem koncertującym po świecie. Właśnie dlatego, że grup koncertujących poza granicami swojego macierzystego kraju jest najwięcej, takich imprez w Polsce jest bardzo duża liczba, zwłaszcza w ostatnich latach widać ich wzrost - i chwała agencjom koncertowym za to!

The Mars Volta @ Stodoła, Warszawa, 25.07.2008

Małe koncerty halowe to te, które odbywają się w halach, jednak pojemnościowo będącymi między dużymi klubami, a standardowymi polskimi halami. Pojemność takich miejsc szacuję na około 3 - 8 tysięcy ludzi. Z uwagi na to, że w Polsce nie ma zbyt wielu miejsc, które by spełniały taki status, zbyt duża liczba występów tego typu nie ma miejsca. Klasyczną małą halą w naszym kraju jest Torwar, gdzie sprowadza się gwiazdy średniego lub dużego formatu, w zależności od naszego rodzimego zaplecza fanów. Cechy charakterystyczne takich koncertów są już o wiele bardziej zbliżone do koncertów halowych, które omówię za chwilę, od klubowych. Hala to jednak hala, dość duża liczba ludzi, czuje się wspólnotę i przede wszystkim coś co odróżnia halę od klubu - przestrzeń, która oddziałuję na wyobraźnie, kreując wizerunek dużego wydarzenia, co ma odzwierciedlenie w odwróceniu się od indywidualizmu i zdecydowanym zwróceniu we wspomnianą wspólnotowość.

Halowe koncerty, czyli ostatnia z czterech podkategorii koncertów zamkniętych to te, które gromadzą już dość dużą liczbę osób w halach o pojemności od 10 tysięcy w górę, czego klasycznym przykładem są dwa miejsca - katowicki Spodek i łódzka Atlas Arena. Ten pierwszy to absolutny protoplasta współczesnego koncertowego biznesu w Polsce, który na naszych oczach przyciągał coraz to większe gwiazdy na przestrzeni mniej więcej ostatnich dziesięciu lat. Drugi to miejsce, które przejęło pałeczkę od śląskiej hali i to mimo młodego wieku z wieloma sukcesami na koncie. Wracając do meritum - koncerty halowe to największe z koncertów halowych, które są bardzo często rozwiązaniem, kiedy dany zespół nie chce/nie może grać/nie byłby w stanie zapełnić koncertu plenerowego, a organizatorzy chcą zgromadzić jak najwięcej widowni. To właśnie słowo ilość jest punktem wyjściowym tego rodzaju występów. Poza dachem nad głową tego rodzaju koncerty nie mają prawie nic wspólnego z małymi klubami. Odbiór jest stricte wspólnotowy - idąc na koncert wiemy, że nie będziemy indywidualnym odbiorcą, tylko częścią grupy, która przyszła zobaczyć artystę; wiemy, że dzielimy ten sam gust z tysiącami innych uczestników, z którymi chcemy wspólnie dobrze się bawić. Standardem na takich imprezach jest wspólne skakanie, klaskanie, chóralne odśpiewywanie piosenek, co zauważcie bardzo rzadko zdarza się w takim stopniu w knajpach czy klubach. Warto też zauważyć, że sposób w jaki atmosfera wpływa na odbiór koncertu jest bardzo znacząca. Jeśli jedna osoba, załóżmy stojąca obok będzie narzekać, gadać to również samemu gorzej odbierze się występ. Fakt, taka sama sytuacja może zdarzyć się w klubie, ale biorąc pod uwagę liczbę osób - prawdopodobieństwo trafienia jest o wiele większe, co potwierdzam opierając się na swoich obserwacjach. Bezpośrednia styczność artysty z publicznością jest już z uwagi na ogrom przedsięwzięcia poważnie ograniczona. Rzadko kiedy, albo nawet nigdy nie ma okazji chociażby pogadać z artystą, który występował w Spodku czy w Atlasie. Przeszkadza tu zarówno status gwiazdy, założenia logistyczne i oczywiście bezpieczeństwa.

Depeche Mode @ Atlas Arena, Łódź, 10.02.2010
Jak widać rozstrzał cech charakterystycznych wszystkich rodzajów koncertów zamkniętych jest bardzo szeroki, począwszy od sposobu odbierania, przez charakter muzyki po stosunki między widzem, a wykonawcą. Od razu przychodzą na myśl dwie prawidłowości, tezy, które można wyróżnić, patrząc na moje wcześniejsze wywodu. Jakkolwiek banalnie by one nie brzmiały to mają miejsce w niemalże wszystkich przypadkach. Pierwsza teza mówi, że im więcej publiczności tym odbiór koncertu zmienia się z indywidualnego na bardziej wspólnotowy, kolektywny. Oczywiście, jest możliwość, że ktoś sobie przyjdzie na koncert do Spodka, stanie z boku i będzie sobie sam wewnętrznie przeżywał koncert, ale w większości przypadków poddajemy się temu nurtowi i stajemy się częścią całości jaką stanowi widownia, skaczemy, śpiewamy, cieszymy się razem. Druga teza jest taka, że im większa hala-więcej ludzi, tym kontakt artysty z widzem jest coraz mniej zauważalny. Jest ona już o wiele bardziej ryzykowna niż pierwsza i nie jestem w stanie jej w 100% poprzeć. Widziałem już tyle przypadków dobrego kontaktu artysty z widzem, wręcz odbieranego jako osobisty mimo otaczającego tłumu, że bardzo prawdopodobny jest scenariusz, kiedy liczba wyjątków przewyższy tą odpowiadającą zachowaniom "normalnym". Jednakże pisząc wcześniej o tendencji spadkowej kontaktów widza z artystą miałem bardziej na myśli coś w rodzaju punktu wyjściowego, kiedy pomijamy jakiekolwiek zachowania ze strony muzyka wobec widowni, wtedy takie założenie może mieć więcej wspólnego z prawdą.

Występy halowe są współcześnie absolutną podstawą jakichkolwiek występów na żywo. Kiedy idziemy na koncert, zwykle w domyśle idziemy do klubu lub knajpy. Warto zobaczyć jak znaczący wkład w kulturę mają takie właśnie wydarzenia, podczas których zwykle zaczynają karierę zespoły, będące gwiazdami kilka/kilkanaście lat później.

Pozdrawiam

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te miejsca jak najbardziej kojarzą się z organizacją koncertów i chyba każdy o nich słyszał. Ja za to w ostatnim czasie byłam na koncercie w Teatrze Szekspirowskim https://teatrszekspirowski.pl/wydarzenia-gts/koncerty/ i jestem naprawdę pod bardzo dużym wrażeniem jak fajnie było.

    OdpowiedzUsuń